Chleb zabija powoli

Chleby

Ukrywa się pod maską depresji, migreny, a nawet bezpłodności. Powoduje impotencję, osteoporozę, a ostatecznie groźnego raka jelita.

99 proc. chorych nie wie, że ma celiakię 

Celiakia, czyli genetyczna nadwrażliwość na gluten, potrafi się uaktywnić po trzydziestce i latami męczyć chorego. Mało kto o niej wie, bo nie daje na sobie zarobić. Jedynym lekarstwem jest odstawienie glutenu zawartego w zbożach, więc firmom farmaceutycznym nie opłaca się o niej informować. A tysiące ludzi latami zwija się z bólu.

Groźna bułka z masłem

Wykańcza powoli.

Najpierw niszczy kosmki jelitowe, czyli wypustki, które zwiększając powierzchnię jelita 20 razy (do 200 mkw.), umożliwiają wchłanianie składników odżywczych.

Do wzdęć, biegunek i skurczowych bólów brzucha dołączają przemęczenie, częste zmiany nastroju, wreszcie depresja.

Celiak – jak lubią nazywać się pacjenci z chorobą trzewną – u lekarza ląduje po kilku miesiącach, a nawet latach. Ten diagnozuje po kolei grypę żołądkową, nerwicę, wrzody żołądka lub zespół jelita wrażliwego.

Potem leczy na anemię, nadczynność tarczycy, chorobę serca i zaburzenia hormonalne.

Czasem chory trafi na przytomnego internistę, który każe na próbę odstawić gluten. Po sześciu tygodniach ścisłej diety – bez jakiejkolwiek domieszki pszenicy, żyta, jęczmienia, orkiszu i pszenżyta – następuje cudowne ozdrowienie albo przynajmniej znaczna poprawa.

Pacjent znów chodzi wyprostowany, zaczyna się uśmiechać i przestaje spędzać pół dnia w toalecie.

Uczy się, że bułeczka z masłem, którą do tej pory koił szalejący żołądek, jest najgorszą trucizną, a makaron, pizza, biszkopty i ulubione pierogi wyżerają mu jelita.

Dla chorego na celiakię bułka z masłem to najgorsza trucizna, a ulubione pierogi wyżerają mu jelita

Celiakia, która według szacunków lekarzy występuje u 1 proc. społeczeństwa, dotyka co najmniej 400 tys. Polaków.

Rodzą się z nietolerancją na grupę białek zbożowych zwanych prolaminami, a ściślej – na pochodzące z nich frakcje: zawartą w pszenicy gliadynę, sekalinę w życie i hordeinę w jęczmieniu.

Jeśli choroba nie ujawni się u nich we wczesnym dzieciństwie, mogą bezobjawowo przeżyć kilka dziesięcioleci, do trzydziestki, nawet pięćdziesiątki.

Później tylko jeden na dziesięciu ma szansę na prawidłową diagnozę i normalne życie. Pozostali pacjenci, a głównie pacjentki, bo celiakia dwa razy częściej dotyka kobiety, będą męczyć się tak długo, aż trafią do szpitala. Bo choroba potrafi się doskonale maskować, mami nawet lekarzy.

Zawał co tydzień

Zanim Paulina, 36-letnia księgowa, trafiła do doktora Arkadiusza Maja, warszawskiego gastrologa, przez kilka miesięcy wydeptywała ścieżki do gabinetów kardiologicznych.

Kiedy pierwszy raz złapał ją ten dziwny atak – kołatanie serca, połączone z paraliżującym strachem – była pewna, że ma zawał i zaraz umrze. Leżała na podłodze i myślała, co się stanie po jej śmierci z trójką dzieci.

Gdy po tygodniu atak się powtórzył, poszła do kardiologa. Nic nie znalazł, ale wypisał propranolol, stosowany w zaburzeniach rytmu serca.

Paulina łykała lek, ale ataki pojawiły się znowu. Radziła się więc kolejno ginekologa, endokrynologa, wreszcie psychiatry. Dopiero zlecone przez doktora Maja badanie surowicy na obecność przeciwciał cieliakii we krwi wykazało, że może mieć chorobę trzewną.

Dołączyła do szczęśliwych z diagnozą, którzy mają szansę na normalne życie. Dziś, po kilku miesiącach na diecie bezglutenowej i po odstawieniu propranololu, po atakach nie ma śladu. Paulina zaczęła wierzyć, że odchowa dzieci.

Ale kołatanie serca to nie najgorsze, co może dotknąć celiaka.

Katarzyna spod Krakowa, rówieśniczka Pauliny, przez dwa lata była pewna, że postradała zmysły.

– Lekarze zdiagnozowali u mnie ciężką depresję. Nie potrafili inaczej wytłumaczyć osłabienia, wiotczenia mięśni i drżenia rąk, które pod koniec nie pozwalało mi nawet utrzymać kanapki. Kiedy na niedokrwistość nie pomagały tabletki z żelazem, a drżenia nie udało się uspokoić uzależniającym xanaxem, namawiali mnie na psychiatryk – opowiada kobieta.

Objawy wystąpiły u niej, kiedy wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim. Popracowała tylko dwa miesiące. Myślała, że na zwolnieniu zajmie się córką. Nic z tego. Marysię do przedszkola musiała odprowadzać gosposia, bo Katarzyna czasami nie była w stanie się podnieść.

Przesilenie nastąpiło, kiedy niania znalazła ją na podłodze w sypialni, gdzie przeleżała trzy godziny, nie mogąc się podnieść.

W szpitalu neurologicznym stażysta świeżo po studiach przypomniał sobie, że takie objawy może dawać celiakia. Katarzynę przeniesiono na internę, gdzie przeszła gastroskopię. Jej jelito było w opłakanym stanie – gładkie, pozbawione kosmków jelitowych, prawie w ogóle nie wchłaniało substancji odżywczych. To powodowało zanik mięśni, niedobory żelaza i drżenie rąk.

Katarzyna była skrajnie wycieńczona z niedożywienia.

Jak mózg brzuchowi, tak brzuch…

Większość nietypowych objawów występuje w celiakii w następstwie zaburzeń wchłaniania. Kiedy zanikną kosmki jelitowe, trudno przewidzieć, czego zabraknie: potasu regulującego skurcze i pracę mięśni, w tym sercowego, żelaza odpowiadającego za oddychanie komórkowe czy wapnia, którego niedobór powoduje osteoporozę i łamliwość kości – tłumaczy dr Arkadiusz Maj.

Stąd współistniejąca przy chorobie trzewnej padaczka nie jest jej bezpośrednim skutkiem. Żeby się pojawiła, musiały istnieć zaburzenia w obrębie mózgu, a objawy celiakii tylko je uaktywniły – tłumaczy lekarz.

Depresję u celiaków doktor Maj przyrównuje do objawów ze strony żołądka u osób nerwowych.

Trzeba pamiętać, że układ pokarmowy jest unerwiony w takim samym stopniu jak głowa. To szalenie skomplikowany mechanizm, zajmujący się jednocześnie wchłanianiem, trawieniem i wydalaniem, koordynujący procesy, z którymi z trudem dałyby sobie radę nawet najnowocześniejsze komputery. Nie na darmo mówi się o mózgu trzewnym, który reakcję na stres przekłada na objawy ze strony układu pokarmowego. Przypuszcza się, że tak samo choroby żołądka i jelit mogą wpływać na mózg – tłumaczy dr Maj.

Choroba trzewna wyjątkowo lubi głowę. Ci, którym oszczędza biegunek, wzdęć i gazów, narzekają na bóle głowy, uporczywe migreny potrafiące wyłączyć z życia, problemy neurologiczne.

U innych wysypuje pryszczami – dorośli ludzie przez lata walczą z przypominającymi trądzik białymi krostkami. Nie działają na nie ani specyfiki z kwasem acetylosalicylowym, ani nawet antybiotyki.

Pacjent ląduje więc u endokrynologa, który sprawdza poziom hormonów i często diagnozuje nadczynność tarczycy. Jeśli rozpoznanie nie uśpi jego czujności i wyśle pacjenta do gastrologa, zaczyna się prawdziwe leczenie.

W przeciwnym razie może się okazać, że świetnie leczony pacjent tarczycowy umrze na raka. Bo nierozpoznana celiakia potrafi prowadzić do chłoniaka jelita cienkiego, który długo nie daje objawów, dopóki nie przedziurawi jelita albo nie doprowadzi do jego skrętu.

Szczęśliwi przeżyją wprawdzie nawet kilka lat bez jelita, wydalając do worka stomijnego, przytwierdzonego do otworu w brzuchu. Mogą być jednak niemal pewni nawrotu. Pechowcy, a tych jest więcej, umrą najwyżej kilka miesięcy po diagnozie.

Chorują, bo nie da się na nich zarobić

Dlaczego o chorobie, która dotyka przynajmniej jednego członka każdej rodziny i coraz częściej daje o sobie znać u osób 40-, a nawet 50-letnich, wiadomo tak niewiele?

Dlaczego nie ma kampanii społecznych, które tłumaczyłyby, że poszczególne składowe białka zawartego w pszenicy, życie, jęczmieniu i pszenżycie, zebrane pod wspólną nazwą gluten, potrafią mobilizować ich układ odpornościowy do ataku na własne kosmki?

To proste. Na celiakię nie ma lekarstwa, więc na jej leczeniu nie można zarobić. A kampanie społeczne informujące o konkretnej chorobie są zwykle finansowane przez firmy farmaceutyczne, które podnoszą świadomość pacjentów, by zarobić na sprzedaży leków – tłumaczy dr Arkadiusz Maj.

Na razie również producenci żywności bezglutenowej nie mają zamiaru inwestować w kampanie, chociaż mogłyby znacznie zwiększyć ich udziały w rynku.

Zdaniem dr. Maja wszystko jest w rękach lekarzy – im więcej będzie świadomych istnienia celiakii, tym łatwiej będzie ją zdiagnozować.

Choć i to nie jest takie łatwe.

Nawet badanie surowicy krwi na obecność genów HLA-DQ2/DQ8 nie daje całkowitej pewności. Można tylko powiedzieć, że 99 proc. pacjentów bez tych genów nie ma celiakii.

Całkiem prawdopodobne jednak, że pacjent z nietypowymi objawami będzie należał do jednego procentu. Badanie wciąż wykonuje się rzadko, bo kosztuje 600 zł, a Narodowy Fundusz Zdrowia go nie refunduje.

Zawodna okazuje się nawet gastroskopia, która nie dociera do dolnych odcinków jelita.

Zmiany i ogniska zapalne mogą się uaktywnić w jelicie czczym, jak u pacjenta opisanego w „Gastroenterologii Polskiej”.

Brak kosmków ujawniło dopiero badanie kapsułkowe, polegające na połknięciu kapsułki z małą kamerką, która rejestruje cały pasaż jelitowy. Badanie wyceniane na 2700 zł również nie figuruje na liście refundacyjnej NFZ. Stać na nie tylko najzamożniejszych i najbardziej zdesperowanych, choć doświadczeni w bojach z celiakią mówią, że wcześnie przeprowadzone oszczędza nie tylko pieniędzy, ale też cierpienia.

Zmagającym się z uporczywymi biegunkami, bólami brzucha i wzdęciami dr Maj radzi przede wszystkim iść do lekarza.

Ostrzega, że domowa diagnostyka, polegająca na wykluczeniu z diety produktów na bazie zbóż, może się nie sprawdzić.

Żeby przekonać się, że szkodzi nam właśnie gluten, musimy stosować ścisłą dietę co najmniej przez sześć tygodni. Tyle czasu bowiem potrzeba, by zregenerowały się kosmki.

U niektórych jednak regeneracja może się znacznie przedłużyć. Nie można mieć też pewności, czy w pozornie bezglutenowej diecie nie będzie śladu szkodliwego białka.

Najważniejsza jest diagnoza. Pozwala bowiem chorym zmodyfikować odżywianie i wykluczyć dolegliwości. Kiedy wiedzą, z czym mają do czynienia, mogą podjąć świadomą walkę – dodaje dr Maj.

Karolina Kowalska

źródło: uwazamrze.pl

Komentarz Marty:

Co myślimy na temat chleba i produktów mącznych?

Dzisiaj produkty mączne kupowane w marketach, nie powinny być podawane zwierzętom, a co dopiero ludziom.

Chleb czy mąka, to nie wynalazek firm korporacyjnych.

W czasach biblijnego Izraela, Izraelczycy byli rolnikami i uprawiali zboża. Produkty z nich były bardzo zdrowe.

Jeszcze za czasów komunistycznych w Polsce, zboża miały swoją jakość. Dopiero uchemicznienie wszystkiego, co możliwe przez zachodnie korporacje, przyniosły nowe standardy żywnościowe.

Dzisiaj piekarze urabiają chleb z produktów ogólnie dostępnych, czyli pełnych chemii. Zboża rosną na ziarnach GMO lub podlewane są chemikaliami z tego samego źródła, co ziarna GMO.

To jest prawdziwy problem, nie tylko osób chorych na celiakię.

Nie mamy dostępu do zdrowej żywności. Tylko szczęśliwcy mieszkający na wsi i mający wiedzę, mają szansę uprawiać zdrowe produkty.

Dlatego należy mocno ograniczyć lub całkiem zrezygnować z pieczywa produkowanego w marketach.

Pozostają małe piekarnie.

Ale czy one gwarantują odpowiednią jakość?

 

P.S. Bądź na bieżąco! Codziennie publikujemy najważniejsze info o zdrowiu, geopolityce, tajemnicach. Zbieramy najlepsze informacje z internetu i publikujemy na naszym portalu –> Kliknij i Sprawdź

 

Marta Brzoza  Marta Brzoza

Form by (e)NeTes



Foto: Envato Elements By NatashaBreen

2 Responses to “Chleb zabija powoli”

  • Pracownik laboratorium

    Gluten to przykrywka dla glifosatu (Roundup) To Glifosat powoduje raka jelita i dziuery w jelitach powodujace ich nieszczlenosc a wkonsekwencji przedostawanie sie tokstyn z jelit do krwioobiegu. glifosat zawarty w Roundupie jest smiertelnie niebezpieczny. Rolnicy niestety spryskua pszenice Roundupem tuz przed zbiorami by zwiekszyc plony(pszenica sie broni przed smiercią wydalajac więcej nasion a potem umiera) Rolnicy takze susza zebrane ziarno Roundupem co jest skandalem! Widzac że ludzie zacyznaja sie orientowac ze cos nie tak z ich zdrowiem i maja problemy z jelitami. korporacje chemiczno famaceutyczne które produkuja glifosat wym,yslił tzw „fałszywa flage” czyli uczulenie na gluten.Potem by ustrzec sie pozwo sadowoych zrobiły cała otoczke na około glutenu,całe media,zynosciowy przemysł,psudo naukowcy a nawet profesorowie na uczleniach maja mówić o glutenie. NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK UCZULENIE NAGLUTEN JEST UCZULENIE NA GLIFOSAT.

  • Pracownik laboratorium

    UNNIKAJCIE PRODKTOW z PSZENICY np: chleb,ciasta,pizza,mąka,zapiekanki,bułki(!). Jedzać je macie o 30-70% wiecej szans ze bedziecie miec raka jelita,trzustki,wrzody czy tez ogólne zatrucie organizmu.Tosie ujawnia w przeciagu 8-17 lat ciągłego spozycia. Organizm po paru latach cialgej walki z glifosatem nagle nie daje już rady(kazdy by sie zmeczył) i mamy raka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Ann Wigmore: Żywność, którą zjadamy może być albo najlepszym i najbardziej efektywnym lekarstwem albo najwolniej działającą trucizną”.
  • Biznes na chorobach będzie trwał tak długo, jak będziesz a n a l f a b e t ą w zakresie własnego zdrowia.

  • David Suzuki: "Politycy, czy naukowcy, którzy mówią, że produkty GMO są bezpieczne, są albo bardzo głupi, albo kłamcami".