„Każdemu dziecku z autyzmem zrobiono szczepionkę”

autyzm

Zapraszam na znakomity wywiad z Mayer Eisenstein (1946–2014), doktorem medycyny – amerykańskim lekarzem i prawnikiem. Przez długie lata był dyrektorem Homefirst w Chicago – kliniki znanej na całym świecie z braku przypadków autyzmu, astmy i cukrzycy u leczonych w niej dzieci. Autor znanej książki „Szczepić czy nie”, która została ostatnio wydana w Polsce.

Jak to się stało, że postanowił pan zostać lekarzem?

Dwóch moich najlepszych przyjaciół, z którymi chodziłem do starszych klas szkoły podstawowej i do college’u, od kiedy ich znam, marzyło o zostaniu lekarzami. Powiedzieli mi: „Ty też powinieneś zostać lekarzem”. Nigdy nie sądziłem, że mogę być lekarzem. Kiedy się ma mądrych rodziców, to pomaga przez cały czas uczyć się i rozwijać. Dobrze się uczyłem w starszych klasach i w college’u. Poszliśmy razem na medycynę. Co ciekawe – jestem najszczęśliwszym lekarzem z całej trójki. Po dziś dzień jesteśmy przyjaciółmi.

Niezbyt interesowała mnie nauka na medycynie. W 1970 roku spotkałem doktora Roberta Mendelsohna. Nie wiedziałem wtedy, kto to taki. Słyszałem jednak, że ciekawie wykłada kurs pediatrii i zapisałem się do jego klasy. Bez wątpienia spotkałem tam najbardziej interesujących ludzi.

Mendelsohn był państwowym dyrektorem do spraw medycznych w „Head Start” (realizowany od 1965 roku program medyczny i edukacyjny pomagający dzieciom z uboższych rodzin, opóźnionym umysłowo i inwalidom, finansowany przez administrację do spraw dzieci, młodzieży i rodzin Ministerstwa Edukacji USA – przypis autorki), lecz porzucił swe stanowisko i zaczął wykładać pediatrię na uniwersytecie.

Był to bardzo szczególny i przyjazny człowiek. Jego koledzy również stanowili przykład do naśladowania. Kiedy spotyka się takiego człowieka jak doktor Mendelsohn, od razu chce się iść w jego ślady. W 1970 roku martwił się o przyszłość całego amerykańskiego systemu medycznego. Będąc państwowym dyrektorem projektu Head Start i wybitnym pediatrą Ameryki, odpowiadał za setki tysięcy dzieci objętych programem.

Kiedy w 1971 roku urodziło się moje pierwsze dziecko, Mendelsohn kwestionował większość szczepionek. Wierzył tylko w DTP i szczepionkę przeciw polio. To wszystko, co otrzymał mój syn. W 1973 roku odrzucił wszystkie szczepionki bez wyjątku. Moje pozostałe dzieci nie otrzymały ani jednej szczepionki.

Wtedy, 37 lat temu, oświadczył: „Każda szczepionka wyrządza szkodę układowi nerwowemu”. Było to na długo przed epidemią autyzmu. 

Dopiero zaczęliśmy zauważać niedobór uwagi z nadaktywnością i niezdolność do uczenia się. W tamtych latach autyzm niemal nie pojawiał się w praktyce medycznej, zachorowalność wynosiła 1 na 10 000 dzieci. Obecnie Mendelsohn mówiłby o milionie dzieci, którym stawia się diagnozę autyzmu. Chodzi o to, że szczepionki wyrządziły szkodę ich układowi nerwowemu.

Nie analizuję już autyzmu. Badam inną chorobę różną od autyzmu. Jest to porażenie mózgu wywołane przez szczepionki. Stosując słowo „autyzm”, mylimy dwie różne choroby. Istnieje prawdziwy autyzm, na który choruje jedno dziecko spośród 10 000, i który rzeczywiście jest choroba wrodzoną.

„To zaś, co my obecnie zwykliśmy nazywać autyzmem, jest uszkodzeniem mózgu wywołanym przez szczepionki”.

Chodzi o niewielką różnicę – porażenie mózgu. Wiele dzieci z diagnozą prawdziwego autyzmu było wyjątkowo mądre, lecz nieprzystosowane społecznie. Dzieci ze wspaniałym mózgiem szachisty. Jednak nie były w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Były odludkami. Będąc dziwakami z punktu widzenia społeczeństwa, równocześnie były geniuszami. Żadne z dzieci chorych na to, co obecnie nazywamy autyzmem, nigdy nie zostanie profesorem na uniwersytecie. Mózgi tych dzieci są ciężko uszkodzone”.

Moje pierwsze dziecko urodziło się w szpitalu, a poród nie obył się bez problemów. Wówczas Mendelsohn zapytał mnie: „Może mógłbyś zająć się przyjmowaniem porodów w domu?”. Poszedłem za jego radą. Przypominam, że był to 1971 rok. Zacząłem pracować z doktorem Gregorym Whitem. Wówczas przyjmował już domowe porody od 25 lat. Spytałem go: „Greg, jak sądzisz, czy powinienem zająć się porodami domowymi?”. On odpowiedział: „Cóż, masz niewielką rodzinę. Podoba ci się to zajęcie. Dlaczego nie?”.

Zacząłem więc przyjmować porody domowe w 1973 roku. Pięcioro moich pozostałych dzieci urodziło się w domu. Z czasem dołączyli do mnie trzej lekarze. Pracujemy razem już od ponad 20 lat. Są to doktor Teresa Wanczyk, doktor Paul Schattauer i doktor Peter Rosi.

Dajemy ludziom wybór. Mogą poddawać się szczepieniu lub nie. Jednak w 1970 roku nie było tak wiele szczepionek jak obecnie. To bardzo duża różnica. Najpierw około połowa ludzi, którzy do nas przychodzili, nie poddawało się szczepieniu. W ciągu kilku lat dla obserwowanych u nas rodzin stało się jasne, że nikt z nas nie robi szczepionek swoim dzieciom i coraz więcej ludzi odmawiało szczepień.

Obecnie myślę, że mniej niż 2–3 proc. naszych pacjentów poddaje się jakimkolwiek szczepieniom. Nie szczepimy przeciw WZW-B ani przeciw rakowi szyjki macicy. W ciągu ostatnich 15 lat nie wykonałem ani jednego szczepienia.

Jedyną przyczyną, dla której szczepionki wciąż jeszcze występują w mojej praktyce, jest to, że wielu ludzi nie przyszłoby do nas, gdybyśmy oświadczyli, że jesteśmy kliniką „bez szczepionek”. Tymczasem wielu ludzi przychodzi do nas i zaprzestaje szczepień. Tak im wygodniej. Nie mogę otwarcie mówić, że się z nimi zgadzam.

Na dzień dzisiejszy liczba dzieci w naszej praktyce, którym nie podano szczepionek, zbliża się do 40 000. Wśród naszych pacjentów nieznane są przypadki autyzmu. Ponad trzy lata temu oświadczyłem:

„Każdemu dziecku z autyzmem kiedyś zrobiono szczepionkę”.

Trzy lata to wystarczający czas, by ludzie powiedzieli „Doktorze Eisenstein, nie robiliśmy naszemu dziecku żadnej szczepionki, a ono ma autyzm”. Nie odebrałem ani jednego telefonu i nie dostałem ani jednego maila z taką informacją.

W ciągu ostatnich czterech–pięciu lat często występowałem na konferencjach poświęconych problemowi autyzmu. Wciąż zadaję jedno i to samo pytanie. Pytam: „Jak myślicie, co było powodem autyzmu u Waszego dziecka?”. Praktycznie każdy rodzic mówi to samo. „Wszystko było w absolutnym porządku, a potem dziecko otrzymało szczepionkę, i nagle stało się autystą”.

Czy ma pan jeszcze jakieś wykształcenie oprócz medycznego?

Po ukończeniu medycyny zacząłem prowadzić praktykę medyczną. Rok spędziłem na rezydenturze na różnych oddziałach. Specjalizowałem się w społecznej służbie zdrowia. Potem zdałem na prawo.

Po co?

Czułem, że jest mi to potrzebne do wykonywania zawodu lekarza w Stanach Zjednoczonych. Wówczas sądziłem, że przejdzie projekt ustawy Clintona o reformie służby zdrowia. Oprócz tego nie wiedziałem niczego o ustawach dotyczących praktyki medycznej. Postanowiłem więc uczyć się na wydziale prawa. Ustawa Clintona nie weszła w życie, ale weszła ustawa Obamy. Stwarza to problemy dla lekarzy.

Nie chciałem być jednym z tych, których można obrzucić zgniłymi pomidorami i zmieszać z błotem.

Jak pan postanowił otworzyć własną praktykę?

Własną praktykę mam już od wielu lat. O ustawie Obamy myślę, że nie pozwala ona lekarzom nie wykonywać szczepionek. Tyle, jeśli chodzi o szczepienia. W ustawie tej brak troski o zdrowie ludzi. Obama jest adwokatem i ja też jestem adwokatem. Wiem, ile adwokaci wiedzą o medycynie.

Kiedy uczyłem się na wydziale prawa, często inscenizowaliśmy posiedzenia sądu. Odegraliśmy jedną rozprawę dotyczącą przestępczych zaniedbań. Grałem rolę adwokata. Był to wypadek samochodowy. Inni studenci odgrywali inne role. Jeden z nich grał rolę świadka zdarzenia.

Zacząłem mu zadawać pytania, po czym ten odwrócił się do profesora (wykładowcy) i powiedział: „Profesorze, przecież on jest lekarzem. Jak więc mogę odpowiedzieć na jego pytania?”. Spytałem go o rentgen. Na co profesor odpowiedział: „Skoro planujesz zostać adwokatem, to znaczy, że musisz znać odpowiedzi!”.

Niezbyt interesowały mnie nauki prawne. Był to wspaniały czas, w którym pomogłem ogromnej liczbie rodzin uniknąć szczepień.

Rozmawiałem z profesorami, z moimi wykładowcami, o ustawach dotyczących szczepień. Było to dość pożyteczne. Uczyłem się na wieczorowym wydziale prawa imienia Johna Marshala w Chicago. W ciągu dnia pracowałem jako lekarz, a wieczorem się uczyłem. Wielu wykładowców było doświadczonymi praktykującymi adwokatami. Dlatego tak wiele dowiedziałem się o prawach dotyczących szczepień.

Gdybym musiał sformułować, w czym specjalizuję się jako prawnik, rzekłbym, że chociaż nie prowadzę praktyki prawniczej, to „pomagam ludziom unikać szczepionek w zgodzie z prawem”.

Przyjmuje pan porody domowe. Czy są to porody w wodzie?

Są to porody, które wybiera określona rodzina. Nie ma zbyt wiele małżeństw, które pragną rodzić w domu. Coraz więcej rodziców odmawia poddania swych dzieci szczepieniu. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje i nie umiem tego wytłumaczyć. Jednak ciekawe się wydaje, że liczba niezaszczepionych rośnie w szalonym tempie. Do tego coraz mniej kobiet chce rodzić dzieci w domu. Dzieje się tak nie tylko w Chicago, ale w całym kraju.

Czy przyjmuje pan porody w domu, jeśli płód jest ułożony pośladkowo albo jest to ciąża mnoga?

Przyjęliśmy wiele takich domowych porodów. Jednak zaniechaliśmy ich. Wiąże się to ze zbyt wielką odpowiedzialnością. Jeśli kobieta nie jest w stanie urodzić w domu, musimy zawieźć ją do szpitala. Dlatego postanowiliśmy zrezygnować z porodów pośladkowych oraz mnogich.

Doradza pan porody domowe, długie karmienie piersią i rezygnację ze szczepionek. Co jeszcze cechuje pańską praktykę medyczną?

Unikalne jest to, że im dłużej zajmuję się medycyną, tym jestem szczęśliwszy. 10 lat temu ważyłem 136 kg. Próbowałem wszystkiego, by schudnąć, lecz nic nie pomagało. Byłem bardzo rozczarowany i zaniepokojony. Wypróbowałem wszystkie możliwe diety, które mi nie pomagały.

A potem zetknąłem się z pewnym brytyjskim lekarzem – Simeonsem. Odkrył on, że ludzka gonadotropina jest bardzo pożyteczna i pomaga mężczyznom oraz kobietom w schudnięciu. Dieta przewiduje minimum kalorii, wykluczenie wszystkich węglowodanów i podawanie gonadotropiny. Usłyszałem o tej metodzie i pomyślałem: „Nie wierzę w to. Być głodnym i żyć na 500 kaloriach dziennie?”.

Jednak we wrześniu 2009 roku zacząłem stosować tę metodę. Schudłem 15 kg w ciągu miesiąca! Do chwili obecnej schudłem 40 kg. Moja żona i córka też schudły, stosując tę metodę. Planowałem tylko pozbyć się nadwagi, która pojawiła się u mnie w czasie trwania mojej praktyki medycznej, a potem pomyślałem, że powinna być to bardzo specyficzna metoda. Znana jest już od 75 lat.

Zacząłem zajmować się zespołem metabolicznym, który stanowi duży problem we współczesnej medycynie. Wysokie ciśnienie, wysoki poziom cholesterolu, podwyższony poziom cukru we krwi, cukrzyca – wszystko to związane jest z nadwagą. Problem nadwagi stał się epidemią na świecie. Jest to bardzo poważny problem. Dotknął on też mnie i członków mojej rodziny.

Według statystyk w Ameryce 150 milionów ludzi poważnie cierpi na nadwagę. Wcześniej tego nie zauważałem. Obecnie, dokąd bym nie pojechał, wszędzie zauważam ludzi z nadwagą. Teraz moja klinika zajmuje się pomaganiem ludziom z nadwagą. Zorganizowaliśmy program odchudzania, w którym uczestniczyło około 100 ludzi. Każdy z nich osiągnął świetne rezultaty. Tym właśnie zajmuje się moja klinika poza porodami domowymi.

Co inni lekarze sądzą o pańskiej praktyce? Czy współpracuje pan jakoś z nimi?

Nie. Zwracam się o pomoc wyłącznie do trojga moich wspaniałych wspólników. Pracujemy razem od ponad 20 lat. Przewyższa to średni czas trwania małżeństwa w naszym kraju. Wciąż ich wszystkich kocham. To wspaniali ludzi i świetni lekarze. Działamy w takiej małej grupie.

Mam w Bostonie znajomą. Kiedy będąc w ciąży poszła do ginekologa-położnika i spytała lekarkę o możliwość porodu w domu, ta opryskliwie odpowiedziała, że nie zajmuje się porodami w domu i nie zamierza prowadzić jej jako swojej pacjentki, niech teraz poszuka sobie innego lekarza.

Taka sytuacja panuje wszędzie. Bardzo trudno znaleźć lekarza. Już nie mówię o znalezieniu lekarza, który poparłby decyzję o porodzie w domu, niech przynajmniej się temu nie sprzeciwia. Jednak poród domowy nie jest takim problemem, jakim są szczepionki.

Jeśli przyjdzie pani do pediatry i powie, że nie chce szczepić swojego dziecka, to nie wyśle on pani do innego lekarza. Zatelefonuje do specjalnych służb, żeby te odebrały pani dziecko.

Kilka razy zetknąłem się z takimi przypadkami. Ta sytuacja jest związana z olbrzymim strachem i jest znacznie gorsza od tej, gdy zamierza pani rodzić w domu, a lekarz odsyła panią do innego specjalisty.

Czy to zgodne z prawem, że lekarz wykonuje taki telefon, i czy zgodne z prawem jest odbieranie dziecka rodzinie, która nie chce go zaszczepić?

Jest to niezgodne z prawem. Lecz tak się dzieje, podobnie jak dzieje się wiele innego bezprawia. W Ameryce wszystkie organizacje są podporządkowane prawu administracyjnemu. Zgodnie z nim można odebrać dziecko, a potem rodzice muszą walczyć, by dowieść, że było to niezgodne z prawem.

Opierając się na ustawach administracyjnych, można postawić rodzicom oskarżenie.

Zawsze mówię, że należy zachować ostrożność w kwestii rezygnacji ze szczepień. Nigdy nie mówcie o tym swojemu pediatrze, ponieważ może on zatelefonować „tam, gdzie trzeba”. Lepiej znaleźć lekarza, który będzie Cię wspierał. Tacy lekarze istnieją. To nie wszyscy, ale oni są. To przecież nie musi być pediatra. Może to być lekarz rodzinny lub nawet pielęgniarka.

Liczba ludzi, którzy mogą Cię wesprzeć, rośnie w całym kraju. Moje dwie córki są pielęgniarkami. Mają prawo samodzielnie prowadzić pacjentów. Powtarzam jednak: zachowaj ostrożność. Niestety, większość rodziców to bardzo uczciwi ludzie. Rozmawiają z lekarzem jak z przyjacielem.

„Tymczasem lekarz nie jest Twoim przyjacielem”.

Czy współpracuje pan z Ośrodkiem Kontroli i Profilaktyki Chorób (CDC) lub Państwowym Instytutem Zdrowia (NIH), czy dzieli się pan z nimi swym doświadczeniem?

Proponowałem im kontakty, lecz jakoś się do tego nie kwapią. Kilka miesięcy temu występowałem w Ośrodku Kontroli i Profilaktyki Chorób w Atlancie w stanie Georgia. Opowiadałem o zagrożeniach związanych ze szczepionką przeciw świńskiej grypie. Wszyscy lekarze rozpierzchli się jak oparzeni. Bali się usłyszeć to, co miałem do powiedzenia.

To poważny problem. Próbuję go rozwiązać jako adwokat. Niektórzy ludzie pracują w organach administracyjnych służby zdrowia USA, Ośrodku Kontroli Chorób, Państwowym Instytucie Zdrowia, w systemie ochrony zdrowia Kanady.

Należy ustanowić zasadę, która zakazałaby im pracować w przemyśle farmaceutycznym przez 10 lat po zwolnieniu ze stanowiska w strukturach państwowych. W żadnym koncernie farmaceutycznym nie ma wybitnych ludzi. Oni są tam niepotrzebni. Jedyne, co robią koncerny farmaceutyczne, to proponują świetną pracę z wynagrodzeniem dwa–trzy razy wyższym niż na stanowisku państwowym.

Ten, kto swą działalnością na zajmowanym stanowisku przynosi korzyść przemysłowi farmaceutycznemu, może liczyć na wynagrodzenie i wdzięczność. Należy to ukrócić.

Obecnie ludzie pracujący na stanowiskach państwowych otrzymują wynagrodzenie od firm farmaceutycznych. Julie Gerberding, która stała na czele Ośrodka Kontroli Chorób, kilka lat temu ze wszystkich sił starała się promować Gardasil, szczepionkę, którą podaje się nastoletnim dziewczynkom w celu zapobieżenia rakowi szyjki macicy.

Aby promować tę szczepionkę, starała się zmienić prawo i uczynić ją obowiązkową. Nic z tego nie wyszło. I co się stało, kiedy zwolniła stanowisko w ośrodku? Po miesiącu przyjęto ją do pracy w koncernie Merck. W koncernie, który produkuje Gardasil.

Po co przyjęto ją do pracy?

Żeby promowała Gardasil, używając kontaktów, które posiada w rządzie.

Prowadzi pan praktykę w Chicago, gdzie mieszka wielu emigrantów z Rosji. Czy mogą oni przyjść do pańskiej kliniki?

Mam dla nich warunki lepsze niż może pani sobie wyobrazić. Jedna z moich lekarek świetnie mówi po rosyjsku. Jest to doktor Irina Chapman. Nazwisko ma po mężu, a z domu jest Rosjanką. Można do nas zadzwonić na numer 773 895 3311. Jeśli ktoś włada językiem angielskim, to może przyjść do mnie lub do dowolnego mojego lekarza. Jeśli zaś ktoś woli rozmawiać po rosyjsku, niech spyta o doktor Chapman. To świetna lekarka. Pracuje u mnie na pół etatu i również nie szczepi swoich dzieci.

Bardzo dziękuję panu za poświęcony czas, za odwagę i za wysiłki zmierzające do edukacji ludzi w kwestii szczepień. Ostatnie pytanie: czy szuka pan miejsca, w którym mógłby pan opowiedzieć ludziom o szczepieniach?

Nie, nie szukam. Ludzie sami mnie znajdują. Sami proszą mnie o to, bym na ten temat mówił. Poza tym prowadzę cotygodniowe audiokonferencje. Każdy może do nas dołączyć. Są bezpłatne i dostępne dla każdego. Występuje w nich wielu różnych lekarzy z całego świata.

Źródło: prawdaoszczepionkach.pl

Formularz z NeTeS


3 Responses to “„Każdemu dziecku z autyzmem zrobiono szczepionkę””

  • Beata

    Mojej znajomej dziecko nigdy nie zostało zaszczepione a choruje na autyzm. Nie jestem ani za ani przeciw szczepieniom ale tytuł jest irytujący i nieprawdziwy. Mnóstwo dzieci chorych na autyzm nie przyjęło żadnej szczepionki!!!Z kąd takie informacje?

  • Marta Brzoza

    @Beata
    Autyzm powodują metale ciężkie nie tylko zawarte w szczepionkach. Są przypadki że dziecko rodzi się z autyzmem ponieważ matka przekazała mu je przez łożysko.

  • Piotr

    Beata jestem lekarzem .Chcę zobaczyć to dziecko z autyzmem, które nie jest szczepione

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Ann Wigmore: Żywność, którą zjadamy może być albo najlepszym i najbardziej efektywnym lekarstwem albo najwolniej działającą trucizną”.
  • Biznes na chorobach będzie trwał tak długo, jak będziesz a n a l f a b e t ą w zakresie własnego zdrowia.

  • David Suzuki: "Politycy, czy naukowcy, którzy mówią, że produkty GMO są bezpieczne, są albo bardzo głupi, albo kłamcami".